Kupuję
samochód. Czerwony. Dlaczego? Bo tak mi wyszło w kartach, proste.
Kiedyś wszyscy rozmawiali z kartami przed podejmowaniem ważnych
życiowych decyzji, dziś już mało komu się chce. Ponoć czasu na
to nie ma. Druga strona medalu – mało kto umie naprawdę
przyzwoicie pasjansa postawić. W komputerze to każda małpa da
radę, szczególnie jak włączy wszystkie możliwe automatyzacje
układania. A karty to trzeba czuć. Muszą być prawdziwe, a nie
jakieś tam wirtualne. Wzięcie talii kart do ręki samo w sobie jest
jak magia. Nijak się tego nie da porównać do otwarcia programu
komputerowego.
Karta
prawdę ci powie. Niekoniecznie ta stawiana przez Cygankę. Zresztą
teraz już nawet nie wolno mówić na Cyganów Cyganie bo ich to
obraża. Dobra, nie zajmuję się nimi. Bez nich też karty nie
kłamią. No więc skoro wyszło mi w kartach, że muszę kupić
czerwony samochód to tak zrobię. Zresztą jaki inny samochód może
kupić kobieta? W różowym tak naprawdę wygląda jak idiotka, a we
wszystkich innych jak facet. Tylko w czerwony kobieta wygląda na
kobietę. A ja nie mam ambicji upodabniania się do faceta, jestem
kobietą i jestem z tego powodu dumna, nawet bardzo dumna. Wierzę w
to, co mówią karty, babcia mnie tego nauczyła. Babcia była
cudowną kobietą.
Kupię
sobie suv crossover
bo w gruncie rzeczy lubię duże samochody. Mają w sobie moc. I nie
o silnik mi chodzi, duży samochód ma dużą duszę. A ja lubię
jak przedmioty, których używam mają duszę, lubię czuć z nimi
więź. Wiem, że są tacy, których to śmieszy, trudno. Mnie też
dużo rzeczy śmieszy, ale nie mówię tego głośno. Staram się
szanować ludzkie uczucia, potrzeby, upodobania i kaprysy. W końcu
każdy ma prawo żyć tak, jak mu wygodnie, prawda? Oczywiście o ile
jego wygoda nie stwarza niewygody dla innych, to chyba zrozumiałe.
Dlatego zupełnie nie rozumiem tych głupich uśmieszków gdy mówię,
że coś mi w kartach wyszło. W końcu co to kogo obchodzi czym ja
się kieruję w życiu?!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz