Powoli dojrzewam do
napisania książki. Nie jakiejś tam beletrystyki, ale książki o
ludziach. O tych prawdziwych ludziach, którzy wciąż do mnie
przychodzą. O ich nadziejach, fantazjach, pragnieniach i ślepej
wierze w karty.
Karty nie kłamią,
trzeba tylko umieć je czytać. Ja umiem, oni nie. Może w takim
razie nie wierzą w karty, tylko we mnie. Naiwniacy. Nie, nie
okłamuję ich, mówię, co widzę. Ale przecież mogłabym kłamać
i nie mieliby jak tego zweryfikować. Ja im nigdy nie mówię
oczywistości w stylu: jutro ci cegła na głowę spadnie. Raczej
naprowadzam na właściwe tory, poddaję pod rozwagę to czy tamto. Z
tą cegłą to nie do końca jest żart, karty ostrzegają o
niebezpieczeństwie, ale nie mówię takich rzeczy. Raczej
przestrzegam przed pchaniem się prosto w ogień. Albo kieruję
zupełnie gdzie indziej. Jak widzę, że w domu coś nie tak, to
wysyłam w podróż pod jakimś głupim pretekstem. Coś w stylu:
twoja ciocia bardzo potrzebuje twojej pomocy, czeka cię podróż.
Albo podratuj zdrowie, jedź w góry. W ten sposób sami nie wiedzą,
że unikają niebezpieczeństwa. Tak jest najlepiej.
A książka będzie
o zwykłych ludziach z mojego bloku, z sąsiedniego i może z jeszcze
kilku. O ludziach, których dobrze znam, którzy bywają tu często i
którzy kierują się w życiu moimi radami. I może jeszcze o tym
młodym zadufanym, który wpada zwykle jak po ognień, dowiedzieć
się, czy mazda
cx-5 warszawa będzie lepsza od nowego audi i dlaczego ja tak
strasznie nie lubię niemieckich samochodów. Czasem pyta też o
numery totolotka, ale to raczej złośliwie pyta. Wie, że mu nie
podam. Nigdy nie podaję. Sama tez nie korzystam z takiej wiedzy. Są
rzeczy, o które nie powinno się pytać kart, to jest jedna z nich.
Mądra wróżka umie postawić granicę. Bo jej przekroczenie może
drogo kosztować. I to wcale nie w sensie finansowym. Są trudniejsze
aspekty życia.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz