Zawiesiłam
działalność na kołku. Nie żeby na stałe, ale chwilowo. Powód
jest prosty, mnie też się coś od życia należy, a te seanse to
jednak są wyczerpujące fizycznie i psychicznie. Czasem zwyczajnie
je odsypiałam. A teraz przyszła wiosna i postanowiłam zrobić coś
dla siebie.
Po
pierwsze zakupiłam sobie tomtom
go 5000. Po co? Bo lubię fajne gadżety. Po drugie mam chęć
pojeździć trochę po Polsce i to niekoniecznie po najbardziej
uczęszczanych szlakach, ale po takich, o których prawie nikt nie
wie. Tablice informacyjne mnie o nich nie poinformują a nawigacja a
i owszem. A błądzić nie mam zamiaru. Nie jestem miłośniczką
niebezpiecznych i dziwacznych przygód, o których się potem
opowiada w długie zimowe wieczory. Co bardziej ekstremalni nawet
piszą o tym książki, zakładają blogi, pchają się do telewizji.
To nie ja. Ja sobie pojadę powoli i spokojnie w nikomu nieznane
zakątki Polski i pozwiedzam regionalne muzea, o których przewodniki
milczą. I to wszystko pozaznaczam sobie na mapach w mojej nowej
nawigacji, żebym mogła tam kiedyś wrócić. Jak znajdę coś
fajnego po drodze o czym wcześniej nie miałam pojęcia, to też to
sobie zaznaczę. I jeszcze będę się ekscytować spokojną jazdą
bez korków i przeszkód, bo jakby takie były to mnie tomtom
ostrzeże i sobie pojadę inną drogą. I w ogóle będzie super.
Tak,
postanowiłam wyjechać z miasta. Ale nie bójcie się, laptopa z
mobilnym internetem zabieram, będziemy w kontakcie. Pewnie czasem na
trasie postawię komuś karty to Wam o tym napiszę. O innych fajnych
rzeczach też będę Wam pisać. Aha, pamiętajcie, że ja nie
założyłam bloga, żeby o podróżach pisać, to nie jest blog
podróżniczy, zresztą przecież wrócę. A póki co to życzcie mi
szerokiej drogi, słońca z boku i wiatru w plecy to będzie super.
A ta
nawigacja całkiem przyjemnym głosem gada, lubię ją coraz
bardziej.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz