poniedziałek, 13 kwietnia 2015

W drogę

Zawiesiłam działalność na kołku. Nie żeby na stałe, ale chwilowo. Powód jest prosty, mnie też się coś od życia należy, a te seanse to jednak są wyczerpujące fizycznie i psychicznie. Czasem zwyczajnie je odsypiałam. A teraz przyszła wiosna i postanowiłam zrobić coś dla siebie.


Po pierwsze zakupiłam sobie tomtom go 5000. Po co? Bo lubię fajne gadżety. Po drugie mam chęć pojeździć trochę po Polsce i to niekoniecznie po najbardziej uczęszczanych szlakach, ale po takich, o których prawie nikt nie wie. Tablice informacyjne mnie o nich nie poinformują a nawigacja a i owszem. A błądzić nie mam zamiaru. Nie jestem miłośniczką niebezpiecznych i dziwacznych przygód, o których się potem opowiada w długie zimowe wieczory. Co bardziej ekstremalni nawet piszą o tym książki, zakładają blogi, pchają się do telewizji. To nie ja. Ja sobie pojadę powoli i spokojnie w nikomu nieznane zakątki Polski i pozwiedzam regionalne muzea, o których przewodniki milczą. I to wszystko pozaznaczam sobie na mapach w mojej nowej nawigacji, żebym mogła tam kiedyś wrócić. Jak znajdę coś fajnego po drodze o czym wcześniej nie miałam pojęcia, to też to sobie zaznaczę. I jeszcze będę się ekscytować spokojną jazdą bez korków i przeszkód, bo jakby takie były to mnie tomtom ostrzeże i sobie pojadę inną drogą. I w ogóle będzie super.

Tak, postanowiłam wyjechać z miasta. Ale nie bójcie się, laptopa z mobilnym internetem zabieram, będziemy w kontakcie. Pewnie czasem na trasie postawię komuś karty to Wam o tym napiszę. O innych fajnych rzeczach też będę Wam pisać. Aha, pamiętajcie, że ja nie założyłam bloga, żeby o podróżach pisać, to nie jest blog podróżniczy, zresztą przecież wrócę. A póki co to życzcie mi szerokiej drogi, słońca z boku i wiatru w plecy to będzie super.


A ta nawigacja całkiem przyjemnym głosem gada, lubię ją coraz bardziej. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz