Nadal
jestem w trasie. Teraz jak jest maj i tak ciepło jeszcze bardziej
podoba mi się pomysł ucieczki z miasta. W Bieszczadach aktualnie
jestem. Zawsze dziwiłam się temu powiedzeniu o rzucaniu wszystkiego
i wyjeżdżaniu w Bieszczady. Teraz już się nie dziwię. Naprawdę
ten koniec świata ma swój urok. Jedno czego mi na tych bezdrożach
brakuje to bankomaty. Czasem po prostu kończy się gotówka i nie
wiadomo co zrobić. Albo nie spływa tak regularnie jakby się można
spodziewać.
Podjechałam
ostatnio do takiego jednego bankomatu przekonana, że na koncie będą
pieniądze, bo zawsze są na czas a tu niespodzianka, kasy nie ma. No
zagotowałam się z lekka. Nawet nie dlatego, że nie ma, bo wiem, że
jutro będzie, ale dlatego, że tam gdzie miałam być jutro nie ma
bankomatów. W zasadzie to zagotowałam się całkiem porządnie. A
potem z tej rozpaczy poszłam do pobliskiej biblioteki wykorzystać
zdobycz cywilizacji jaką jest internet. Pogooglałam chwilę i
znalazłam sobie szybki
kredyt gotówkowy przez internet. Kocham takie wynalazki. Serio.
Szybki to szybki, załatwiłam co trzeba w kwadrans, no może pół
godziny, a w drugie pół miałam pieniądze na koncie. Zalogowałam
się do mojego banku, zmieniłam dostępne limity wypłacania z
bankomatu i poszłam się zaopatrzyć w gotówkę. Ja wiem, że
wypłacanie dziesięciu kawałków w bankomacie nie jest
najmądrzejszym pomysłem świata, ale czy to moja wina, że w
pobliżu nie było żadnego oddziału mojego banku? Wypłaciłam co
miałam wypłacić, zapakowałam się do samochodu i jazda w
Pireneje. No nie dosłownie, zostaję w Bieszczadach. Nie wiem kiedy
teraz złapię jakiś zasięg, jak złapię to do Was napiszę. A
póki co to życzcie mi szerokich i płaskich dróg, bo mi
zawieszenie szwankuje. Powinnam sobie kupić inny samochód. Może
nawet to zrobię. W końcu mam jeszcze lokatę, niedługo się
kończy.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz