wtorek, 5 maja 2015

Interes

Karty mam w torebce, ale od ładnych paru dni ich nie wyjmuję. Nie są mi potrzebne. Czasem się zastanawiam co się dzieje na mojej klatce schodowej, czy są kolejki, czy się ludzie dobijają do mnie. Innym razem nie obchodzi mnie to wcale. Telefon mam wyłączony, dla najbliższych kupiłam sobie nowy numer, żeby się nie bali że zabłądziłam całkiem. Zapowiedziałam, że jak go komuś zdradzą i zaczną się telefony w sprawie wróżenia to utopię ten telefon w pierwszej kałuży. Chyba mi uwierzyli, bo nikt nie dzwoni.



Dziś byłam w takim fajnym miejscu, co przypomniało trochę fabrykę. Piszę trochę, bo fabryki to mi się kojarzą z ogromnymi kombajnami z minionego ustroju, a nie z ustawieniem paru maszyn w garażu. Tylko, że ten garaż to był naprawdę duży, ze cztery samochody by tam weszły i to nie jakieś tico tylko co najmniej stary. I tam praca wrzała, aż miło było popatrzeć. Nie wiem co oni tam robili, to w sumie nieważne, fajnie było zobaczyć, że są jeszcze miejsca gdzie ludzie naprawdę pracują, ale to naprawdę tak, jakby ich życie miało od tego zależeć. Jak oni krzyczeli na siebie! Jak się nawzajem poganiali! Krzyczeć musieli bo tam głośno było. Weszłam tam z duszą na ramieniu. Pomyślałam, że jakby co to najwyżej mnie wyrzucą, zdarzają się przecież większe nieszczęścia. Nie wyrzucili. Powiedzieli nawet że te maszyny to frezarki cnc, a oni maja duże zamówienie na Ukrainę i dlatego się tak spieszą. Trochę mnie zdziwiło, że robią jakieś interesy z Ukrainą, bo tam sytuacja niepewna, ale mi wyjaśnili, że nie z rządem ukraińskim tylko jakąś prywatną firmą i ryzyka nie ma bo ta firma się dobrze zabezpieczyła. Nie pytałam co to znaczy dobrze, bo w końcu co mnie to obchodzi. Stałam tam przez chwilę zafascynowana a potem sobie poszłam i pierwszy raz pomyślałam, że mogłabym wyjąć karty i zobaczyć jak im wyjdzie ten interes. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz