Zamiast
stawiać karty robię remont łazienki. Nie lubię. Bardzo nie lubię.
Nie cierpię remontów. No normalnie nie cierpię i tyle. Najlepiej
by było jakby się robiły same pod moją nieobecność ale jakoś
nie chcą, nie wiem dlaczego.
Jak mi
pękł ten syfon pod brodzikiem to już było wiadomo, że trzeba
będzie małej rewolucji żeby go wymienić. Niby brodzik na nóżkach
jak wanna, ale jednak zabudowany. Dobrze, że nie wpuszczony w
podłogę bo bym się nie pozbierała całkiem. Co innego zajrzeć
przez coś tam małe przez co sąsiad zaglądał, a co innego
wymienić jeden syfon na drugi. Przy demontowaniu brodzika odpadły
dwa kafelki a potem to już poleciało jak przeciąg.
Dwa
kafelki pękły, a wiadomo, takich samych się nie dokupi, inne będą
wyglądały co najmniej głupio. No to zapadła decyzja o wymianie
kafelków przy brodziku. Na początku jeszcze głupio myślałam, że
uda się chociaż tak dopasować, żeby reszty łazienki nie ruszać,
ale szybko pozbyłam się złudzeń. Jedyne co mi się udało to
ocalić podłogę. Terakota z podłogi nie była zrywana, za to
glazura ze ścian a i owszem. Jak szaleć to szaleć, nie robi się
remontów co tydzień. A prowizorek szczerze nie znoszę i nie
zamierzam ich tolerować we własnych czterech ścianach. Jak
poleciała glazura to zaraz potem bateria od prysznica, bo te nowe są
takie fajne i mają hydromasaż, to czemu by nie zamontować od razu
nowej? I w ogóle lepiej postawić normalną kabinę zamiast
zasłonki, a brodzik dać ciut większy. I przy okazji odwodnienie
wymienić skoro i tak łazienka rozbebeszona. Tak hydraulik
powiedział, a ja się z nim zgodziłam bo niby czemu nie. W końcu
znajomy i zaufany. Tylko szkoda, że mnie nie uprzedził, że nie da
rady tego wszystkiego w trzy dni zrobić i że będzie musiał trzech
pomocników zatrudnić. Miało być tanio i szybko a wyszło jak
zwykle. Ale co tam, rachunki pochowałam na dno szuflady żeby
szybciej zapomnieć, a w łazience zapaliłam sobie świeczki
zapachowe i uznałam, że w gruncie rzeczy to całkiem fajnie to
wyszło. No i właśnie dlatego nic nie pisałam tak długo. Nie było
o czym a i myśli pozbierać ciężko jak całymi dniami walą w
ściany. Nie wiem po co, nie pytajcie. Ja też myślałam, że
glazurę się cicho kładzie, ale widocznie się nie znam.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz