wtorek, 21 lipca 2015

Remont

Zamiast stawiać karty robię remont łazienki. Nie lubię. Bardzo nie lubię. Nie cierpię remontów. No normalnie nie cierpię i tyle. Najlepiej by było jakby się robiły same pod moją nieobecność ale jakoś nie chcą, nie wiem dlaczego.

Jak mi pękł ten syfon pod brodzikiem to już było wiadomo, że trzeba będzie małej rewolucji żeby go wymienić. Niby brodzik na nóżkach jak wanna, ale jednak zabudowany. Dobrze, że nie wpuszczony w podłogę bo bym się nie pozbierała całkiem. Co innego zajrzeć przez coś tam małe przez co sąsiad zaglądał, a co innego wymienić jeden syfon na drugi. Przy demontowaniu brodzika odpadły dwa kafelki a potem to już poleciało jak przeciąg.

Dwa kafelki pękły, a wiadomo, takich samych się nie dokupi, inne będą wyglądały co najmniej głupio. No to zapadła decyzja o wymianie kafelków przy brodziku. Na początku jeszcze głupio myślałam, że uda się chociaż tak dopasować, żeby reszty łazienki nie ruszać, ale szybko pozbyłam się złudzeń. Jedyne co mi się udało to ocalić podłogę. Terakota z podłogi nie była zrywana, za to glazura ze ścian a i owszem. Jak szaleć to szaleć, nie robi się remontów co tydzień. A prowizorek szczerze nie znoszę i nie zamierzam ich tolerować we własnych czterech ścianach. Jak poleciała glazura to zaraz potem bateria od prysznica, bo te nowe są takie fajne i mają hydromasaż, to czemu by nie zamontować od razu nowej? I w ogóle lepiej postawić normalną kabinę zamiast zasłonki, a brodzik dać ciut większy. I przy okazji odwodnienie wymienić skoro i tak łazienka rozbebeszona. Tak hydraulik powiedział, a ja się z nim zgodziłam bo niby czemu nie. W końcu znajomy i zaufany. Tylko szkoda, że mnie nie uprzedził, że nie da rady tego wszystkiego w trzy dni zrobić i że będzie musiał trzech pomocników zatrudnić. Miało być tanio i szybko a wyszło jak zwykle. Ale co tam, rachunki pochowałam na dno szuflady żeby szybciej zapomnieć, a w łazience zapaliłam sobie świeczki zapachowe i uznałam, że w gruncie rzeczy to całkiem fajnie to wyszło. No i właśnie dlatego nic nie pisałam tak długo. Nie było o czym a i myśli pozbierać ciężko jak całymi dniami walą w ściany. Nie wiem po co, nie pytajcie. Ja też myślałam, że glazurę się cicho kładzie, ale widocznie się nie znam. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz