poniedziałek, 29 czerwca 2015

Powrót

Wróciłam. Powinnam się cieszyć, a jakoś nie bardzo się cieszę. A przecież tęskniłam. Powinnam sobie karty postawić przed powrotem i dokładnie sprawdzić czy mam do czego wracać. Karty nie kłamią. Przynajmniej bym wiedziała, czego się spodziewać, bo wrócić to i tak bym wróciła.


No więc wróciłam w środku nocy, zmęczona, zmachana, wymemłana i w ogóle nie do życia. Mogłam paść od razu na łóżko, ale to o czym najbardziej marzyłam to była kąpiel. Wykąpać się. Zmyć z siebie brud i trudy podróży. Przy okazji zmyć też zmęczenie. A potem się wyspać, wstać rano pełna życia i wziąć się do pracy. Nie wiem jakiej, ale do pracy. Miało być energetycznie i fajnie a wyszło jak zwykle.
Najpierw poszłam pod prysznic, bo niby czemu nie. Lubię sobie wejść pod prysznic i postać pod nim. Stałam tak chyba z pół godziny. Trzecia w nocy no ale kto mi zabroni prawda? Krzywdy tym nikomu nie robię, hałasu też nie. Tak mi się wydawało. Wyszłam spod tego prysznica wcale nie dlatego, że mi się znudził, tylko dlatego że jakimś cudem usłyszałam dzwonek do drzwi. W pierwszej chwili pomyślałam, że się coś komuś pozajączkowało i przez pomyłkę do mnie zadzwonił, no bo raz, że mnie nie ma, dwa że jest trzecia w nocy. Ale że się ktoś uparł bardzo, to wyszłam spod prysznica, założyłam szlafrok i poszłam otworzyć. No i co się okazało? Sąsiad z dołu przyszedł z pretensją, że go zalałam. Na początku nie rozumiałam co do mnie mówi, potem się upierałam, że to niemożliwe, potem mu obiecałam że kąpać i tak się nie będę, bo mi przerwał. Ale to nadal niemożliwe i jak chce to niech sobie idzie i sprawdza. No to poszedł i sprawdził, bo to taki sąsiad złota rączka, wszystko umie zrobić.


Okazało się, że pękł mi syfon pod brodzikiem i muszę wymienić. Super. Nie wiem jakim cudem pękł jak mnie nie było, ale wziął i pękł, głupol jeden. Zła jestem, bo i kąpać się nie mogę i sąsiadowi za remont muszę zapłacić. Chyba w ramach zapłaty za wróżby zacznę przyjmować artykuły przydatne przy remoncie. Syfon na pierwszym miejscu oczywiście. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz