sobota, 25 lipca 2015

Wstydliwy problem

Padłam ze śmiechu i jeszcze się podnieść nie mogę. Nie było to profesjonalne, no ale trudno, kto powiedział, że ja zawsze muszę być profesjonalna? W końcu jestem amatorką a nie zawodową czarownicą.

Facet do mnie przyszedł. Niby nic w tym dziwnego, faceci też przychodzą chociaż zdecydowanie rzadziej. Bo kobiety to nawet jak nie wierzą we wróżby to się ich łapią jak nic innego nie mogą zrobić. Takie ostatnie koło ratunkowe – wizyta u wróżki. A mężczyźni to muszą wierzyć żeby w ogóle przyjść. A wiadomo, mało jest takich, którzy wierzą w karty. Zdecydowanie mniej niż kobiet.
No więc przyszedł do mnie mężczyzna przed zawodem miłosnym jak sam to określił. A skąd wiedział, że przed i że spotka go zawód? A nie, wcale nie jego, jego kobietę miał spotkać. I to nie dlatego, że chciałby ją rzucić, wręcz przeciwnie. Chciałby ją wszechstronnie zadowolić ale mu jakby to elegancko... natura nie pozwala. No po prostu nie staje na wysokości zadania. Bywa. W pierwszej chwili się przeraziłam, że będę musiała mu wywróżyć, kiedy będzie najlepszy moment, a aż tak dokładnie to ja nie umiem. Na moje szczęście okazało się, że chodzi zupełnie o coś innego. Postanowił sobie kupić leki na potencję, sęk tylko w tym, że nie bardzo wie co z nimi zrobić a ulotki są jakieś niejasne. No krótko mówiąc nie wiedział, czy ma je połknąć czy wręcz przeciwnie. Dostałam gwałtownego ataku kaszlu i musiałam uciec do łazienki.

Jak już udało mi się wrócić to powiedziałam, że nie wypada pytać kart o rzeczy, które sami możemy ustalić i kazałam mu przynieść wszystkie te ulotki. Okazało się, że ma ze sobą. Równo dziesięć sztuk. Popołudnie spędziłam na studiowaniu ulotek i pouczaniu dżentelmena w średnim wieku jak należy je stosować. Po czym z własnej nieprzymuszonej woli poinformowałam go, że nie powinien ich łączyć, bo efekt może być piorunujący i to wcale nie taki o jaki mu chodzi. Po czym odwołałam wszystkie kolejne spotkania. No po prostu nie mogłam przestać się śmiać. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz