Wydawałoby
się, że kto jak kto, ale ja to przesądna nie powinnam być. W
końcu magię mam oswojoną. A może właśnie dlatego jestem
przesądna, że wierzę w przesądy? Tylko sęk w tym, że tak
naprawdę to ja w nie nie wierzę.
Nie
ruszają mnie czarne koty, chociaż dla zabawy czasem spluwam jak je
widzę, nie zaglądam do kalendarza, żeby sprawdzić czy aby w
piątek nie będzie trzynastego, nie boję się wrócić do domu jak
czegoś zapomnę, nie łapię się za guzik na widok kominiarza (no
chyba, że dla zabawy) i nie zwracam uwagi kto w Nowy Rok pierwszy do
mnie przyjdzie, kobieta czy mężczyzna. Przy tym wszystkim dziwne
jest, że boję się kąpać pod prysznicem jak najpierw się w
lustrze nie przejrzę. Nie wiem co lustro ma wspólnego z prysznicem
i w ogóle nie powinnam się niczego bać, bo przecież hydraulik
założył mi piękny, nowy syfon
chromowany.
I jak zapewniał, z takim syfonem to mam spokój na lata, nic mi nie
pęknie ani nie przecieknie. A jednak odkąd mnie moja łazienka
zawiodła to mam jakiś uraz. Straciłam do niej zaufanie
najwyraźniej. Nie umiem tego wytłumaczyć i chyba nawet nie chcę.
Mówią, że z lękami trzeba walczyć, ale ja się z tym tak całkiem
nie zgadzam. Ba! Wcale się z tym nie zgadzam. Lęki trzeba oswajać,
bo jak coś jest oswojone to nie jest groźne. Ja oswajam swój lęk
przed zalaniem sąsiada za pomocą patrzenia w lustro. Normalnie
staję przed lustrem i mówię sobie, że dziś nie mam czasu nikogo
zalewać a i sąsiad też pewnie nie ma czasu sprzątać. I w ogóle
ten sąsiad wcale nie jest aż taki fajny, żeby był sens go zalewać
co chwila. Nic głębszego z tej znajomości i tak się nie wykluje,
nie ma takiej opcji.
A
po co to wszystko piszę? Ano właśnie w ramach oswajania lęków.
Bo właśnie wybieram się pod prysznic, mam nadzieję, że już
ostatni raz dzisiaj. Upał jest tak sakramencki, że chyba siedem
razy brałam prysznic. Przy trzecim straciłam rachubę. A może to
był czwarty?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz