środa, 12 sierpnia 2015

Uraz

Wydawałoby się, że kto jak kto, ale ja to przesądna nie powinnam być. W końcu magię mam oswojoną. A może właśnie dlatego jestem przesądna, że wierzę w przesądy? Tylko sęk w tym, że tak naprawdę to ja w nie nie wierzę.

Nie ruszają mnie czarne koty, chociaż dla zabawy czasem spluwam jak je widzę, nie zaglądam do kalendarza, żeby sprawdzić czy aby w piątek nie będzie trzynastego, nie boję się wrócić do domu jak czegoś zapomnę, nie łapię się za guzik na widok kominiarza (no chyba, że dla zabawy) i nie zwracam uwagi kto w Nowy Rok pierwszy do mnie przyjdzie, kobieta czy mężczyzna. Przy tym wszystkim dziwne jest, że boję się kąpać pod prysznicem jak najpierw się w lustrze nie przejrzę. Nie wiem co lustro ma wspólnego z prysznicem i w ogóle nie powinnam się niczego bać, bo przecież hydraulik założył mi piękny, nowy syfon chromowany. I jak zapewniał, z takim syfonem to mam spokój na lata, nic mi nie pęknie ani nie przecieknie. A jednak odkąd mnie moja łazienka zawiodła to mam jakiś uraz. Straciłam do niej zaufanie najwyraźniej. Nie umiem tego wytłumaczyć i chyba nawet nie chcę. Mówią, że z lękami trzeba walczyć, ale ja się z tym tak całkiem nie zgadzam. Ba! Wcale się z tym nie zgadzam. Lęki trzeba oswajać, bo jak coś jest oswojone to nie jest groźne. Ja oswajam swój lęk przed zalaniem sąsiada za pomocą patrzenia w lustro. Normalnie staję przed lustrem i mówię sobie, że dziś nie mam czasu nikogo zalewać a i sąsiad też pewnie nie ma czasu sprzątać. I w ogóle ten sąsiad wcale nie jest aż taki fajny, żeby był sens go zalewać co chwila. Nic głębszego z tej znajomości i tak się nie wykluje, nie ma takiej opcji.
A po co to wszystko piszę? Ano właśnie w ramach oswajania lęków. Bo właśnie wybieram się pod prysznic, mam nadzieję, że już ostatni raz dzisiaj. Upał jest tak sakramencki, że chyba siedem razy brałam prysznic. Przy trzecim straciłam rachubę. A może to był czwarty?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz