Wracam
powoli do codziennych seansów. Ludzie się dowiedzieli, że wróciłam
i spokoju mi nie dają. Z jednej strony to całkiem miłe, z drugiej
trochę mnie przeraża jak chętnie ludzie składają swój los w
cudze ręce.
Bo o ile przychodzą z głupimi pytaniami czy lepiej
urodziny wyprawić w sobotę czy w niedzielę (serio serio, o to też
pytają) i mogę się nie przejmować konsekwencjami to już jak
pytają o przeprowadzki to tak do końca spokojna nie jestem.
Niby
karty nie kłamią, ale to nie jest całkiem tak, że co karta powie
musi się spełnić choćby nie wiem co. Nadal bardzo dużo zależy
od człowieka, od tego jak pokieruje swoim losem. Bo powiedzmy, jeśli
ja widzę w kartach chorobę to to jest informacja, że trzeba iść
do lekarza. I już tylko od człowieka zależy czy pójdzie czy nie.
Jak pójdzie i podejmie leczenie to jest szansa, że wyzdrowieje. A
jak powie, że skoro wyszło w kartach to pozamiatane, to
rzeczywiście będzie pozamiatane. Nic nie jest do końca
przesądzone.
Dlatego
jak mi ktoś przychodzi i pyta, czy mieszkania
Łódź
to jest dobry kierunek dla niego to mogę tylko bezradnie rozłożyć
ręce. Bo karty owszem, powiedzą mi czy uda mu się kupić
mieszkanie, ale nie powiedzą, czy dostanie tam pracę, czy pozna
fajnych ludzi, czy będzie zadowolony. Bo to już zależy od
charakteru i możliwości człowieka. Dlatego staram się
interpretować karty patrząc na ludzkie zachowanie. Jeśli siedzi
przede mną młody, pełen energii człowiek, który do wróżki
przyszedł raczej dla zabawy, to mówię mu, że tak oczywiście,
Łódź to prężnie rozwijające się i modne miasto, będzie tam
szczęśliwy. Ale jeśli widzę zmarnowanego sześćdziesięciolatka,
który nie ma nawet tyle energii żeby muchę odgonić, a
przeprowadzić się chce żeby dzieciom zostawić duże mieszkanie,
to mu ten pomysł odradzam.
Tak
moi drodzy, wróżka musi być też trochę psychologiem. Do każdego
człowieka trzeba podejść indywidualnie, układ kart to nie
wszystko.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz