Moi
sąsiedzi popadli w rutynę. Nie wiem co im do głowy przyszło, ale
znowu oskarżyli mnie o zalanie. Tłumaczę jak komu dobrem, że to
niemożliwe, że mam nowy syfon, łazienka po remoncie, nie ma szans,
żebym kogoś zalewała.
I
naprawdę nie ma szans na to, wszystko mam zrobione tip top, bardzo
mocno o to dbałam, hydraulik się naprawdę postarał.
Przede
wszystkim mam na podłodze bardzo porządne korytka
liniowe firmy VABO,
elegancko zbierają całą wodę. Znaczy zakładając, że mi się
cokolwiek wychlapie, bo ja jednak ostrożnie się zachowuję w
łazience. Ale gdybym nawet zalała całą podłogę to i tak korytka
by mi to ładnie pozbierały. No więc choćby nie wiem co, ja nie
mogę ich zalewać. No i jeszcze jedna rzecz, żeby ich zalać to
musiałabym zalać i sobie łazienkę, a ja naprawdę uważam. Pod
brodzikiem też mi raczej nic nie pękło, przecież hydraulik
sprawdzał, wymienił syfon, rury przy okazji obejrzał. Nie, mowy
nie ma, nie dam się wrobić. Absolutnie nie czuję się winna.
Swoją
drogą to zastanawiające co ich tak uparcie zalewa. Znaczy wiadomo,
woda, ale kto? Mieszkają pode mną, ale przecież ja ich nie
zalewam.
Postawiłam
karty, bo tak jakby karta prawdę powie. Nie jakby, karta prawdę
powie. No więc postawiłam karty i karty mi powiedziały, że to
jest jakaś afera. Że to wcale nie o zalania chodzi tylko o coś
innego, że oni chcą coś zabrać. Jedyne co mi do głowy przyszło
to odszkodowanie. Wyłudzenie innymi słowy. No bo co innego mogą
osiągnąć? Tylko jak oni to robią? Leją sobie sami po ścianach
czy co? Ale przecież pierwszy lepszy rzeczoznawca zauważy, że
strop jest suchy. Ja im płacić nie zamierzam bo nie ma takiej
potrzeby. Nic im nie zrobiłam. A naciągnąć się nie dam. Teraz to
się zastanawiam czy to pierwsze zalanie to naprawdę było zalanie.
Niby syfon naprawdę był do wymiany, ale czy ja wiem... może oni
już wtedy wykorzystali okazję? Trudno, na szczęście mieszkanie
mam ubezpieczone, takie wypadki też. Ale ja się temu dokładniej
przyjrzę.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz