środa, 25 listopada 2015

Nostalgicznie

Jeszcze jak jeździłam po Polsce zdarzyło mi się zahaczyć o Olsztyn. Miasto na końcu świata, a na końcu Polski na pewno. Kiedyś ponoć było to miasto wojewódzkie, dziś trudno mi to sobie wyobrazić. Miasto jak miasto, miłe, ale nieduże.

W sumie to całkiem przyjemnie mi tam było. Lubię małe miasta. No i okolica piękna,w którą stronę się nie pojechało wcześniej czy później trafiało się na jakieś jezioro. Piękna sprawa. Powiedziałabym, że byłam na Mazurach, ale coś mi się wydaje, że to już była Warmia, a mieszkańcy Warmii nie lubią być posądzani o bycie mieszkańcami Mazur, nie wiem dlaczego. Jakaś wojna kulturowa czy coś w tym rodzaju. Niby się nie biją ze sobą ani nic takiego ale nie życzą sobie być myleni. Jak następnym razem tam pojadę to najpierw się dokładnie zapoznam z mapą regionów Polski. Oni tam nawet mają kamienie, które oddzielają Warmię od Mazur, symboliczne mosty i bramy. Dla nich to poważna sprawa.
Olsztyn ma w sumie tylko jedną wadę, jest kiepski do jazdy. Niestety samochody w Olsztynie potrafią zakorkować w pięć minut, gorzej jest z odkorkowaniem. Zdecydowanie niedoinwestowany region Polski, przydałaby się tam jakaś autostrada, obwodnica czy coś takiego. Ewentualnie zakaz zatrzymywania się i parkowania na chodnikach, bo to też robi korki. Wystarczy że ktoś się zatrzyma i już trzeba go ominąć, z przeciwka jadą samochody więc ominąć się nie da i już się robi zator. I przydałoby się więcej parkingów pod sklepami. Nie żeby to całkowicie rozwiązało problemy komunikacyjne Olsztyna ale z pewnością by pomogło.

Ogólnie ciepło wspominam Olsztyn. Miasto na końcu świata, ale ludzie tam bardzo sympatyczni, życzliwi, otwarci i gościnni. Jak to na krańcach świata bywa. Niestety w wielkomiejskich metropoliach ludzie są bardziej pozamykani w sobie i na drugich ludzi, jakby na pustyni żyli. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz