Jeszcze
jak jeździłam po Polsce zdarzyło mi się zahaczyć o Olsztyn.
Miasto na końcu świata, a na końcu Polski na pewno. Kiedyś ponoć
było to miasto wojewódzkie, dziś trudno mi to sobie wyobrazić.
Miasto jak miasto, miłe, ale nieduże.
W
sumie to całkiem przyjemnie mi tam było. Lubię małe miasta. No i
okolica piękna,w którą stronę się nie pojechało wcześniej czy
później trafiało się na jakieś jezioro. Piękna sprawa.
Powiedziałabym, że byłam na Mazurach, ale coś mi się wydaje, że
to już była Warmia, a mieszkańcy Warmii nie lubią być posądzani
o bycie mieszkańcami Mazur, nie wiem dlaczego. Jakaś wojna
kulturowa czy coś w tym rodzaju. Niby się nie biją ze sobą ani
nic takiego ale nie życzą sobie być myleni. Jak następnym razem
tam pojadę to najpierw się dokładnie zapoznam z mapą regionów
Polski. Oni tam nawet mają kamienie, które oddzielają Warmię od
Mazur, symboliczne mosty i bramy. Dla nich to poważna sprawa.
Olsztyn
ma w sumie tylko jedną wadę, jest kiepski do jazdy. Niestety
samochody w Olsztynie
potrafią zakorkować w pięć minut, gorzej jest z odkorkowaniem.
Zdecydowanie niedoinwestowany region Polski, przydałaby się tam
jakaś autostrada, obwodnica czy coś takiego. Ewentualnie zakaz
zatrzymywania się i parkowania na chodnikach, bo to też robi korki.
Wystarczy że ktoś się zatrzyma i już trzeba go ominąć, z
przeciwka jadą samochody więc ominąć się nie da i już się robi
zator. I przydałoby się więcej parkingów pod sklepami. Nie żeby
to całkowicie rozwiązało problemy komunikacyjne Olsztyna ale z
pewnością by pomogło.
Ogólnie
ciepło wspominam Olsztyn. Miasto na końcu świata, ale ludzie tam
bardzo sympatyczni, życzliwi, otwarci i gościnni. Jak to na
krańcach świata bywa. Niestety w wielkomiejskich metropoliach
ludzie są bardziej pozamykani w sobie i na drugich ludzi, jakby na
pustyni żyli.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz