Znowu mi
się chce w drogę. Wiosna przyszła i znowu marzą mi się bezdroża
naszego pięknego kraju-raju. Dosyć mam miasta. Dosyć mam tych
ludzi co przychodzą zadawać głupie pytania. Dosyć mam nawet
widoku siebie w lustrze. Wszystkiego mam dosyć. Depresja jakaś jak
nic.
Jakby
tak wsiąść w samochód i pojechać w Bieszczady? A właściwie to
jeszcze inaczej. Jakby mi ktoś tak odstawił samochód w Bieszczady?
Bo jeździć po Bieszczadach to ja chętnie, natomiast jechać przez
całą Polskę w Bieszczady to już mniej. Niby nabudowali tych
autostrad, a wcale się fajnie nie jeździ. Przynajmniej mnie.
Tak się
zastanawiam, czy są wyjazdy
objazdowe autokarem po Polsce. Wyjechałabym i już nie wróciła.
No to by było coś, nie? Urwać się w połowie wycieczki. Tak
gdzieś koło Cisnej najlepiej. Ale Kraków też dobry. Nie wiem, czy
są wycieczki do Cisnej, ale do Krakowa to chyba są? Kraków dosyć
popularny.
Druga
rzecz jaka mi chodzi po głowie, to wyprowadzka. Ale na to to ja nie
mam siły ani energii. Nie zlikwiduję tego mieszkania i nie kupię
drugiego. Wyprowadzka na pół roku, no może na cztery miesiące,
tak od maja do sierpnia, to by była lepsza opcja. Ludzie jeżdżą
gdzieś na Mazury, kupują działki letniskowe i takie tam. Może ja
też powinnam? Urywam się na parę miesięcy i płacę za kwatery.
No ale z drugiej strony nie martwię się, co się dzieje z domem
zimą, nie moja sprawa. A jakbym tak miała swój dom, to bym się
musiała bać. Nie chcę się bać. Chyba poprzestanę na lecie w
Bieszczadach w cudzym domu. O właśnie. Chałupę sobie wynajmę
zamiast kwatery i będę prawie jak na swoim. To nie będzie takie
złe. Miasto mi brzydnie latem. Nie jest fajne, nie jest przyjemne.
Jest duszne, gorące i obrzydliwe. I tyle. A w sumie w Bieszczadach
też mogę stawiać karty za ser, jajka i mleko. Ludzie tam prości,
ale we wróżby wierzą. Wszędzie są ludzie, którzy wierzą we
wróżby. Szczególnie te dobre.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz