poniedziałek, 16 maja 2016

Bieszczady

Znowu mi się chce w drogę. Wiosna przyszła i znowu marzą mi się bezdroża naszego pięknego kraju-raju. Dosyć mam miasta. Dosyć mam tych ludzi co przychodzą zadawać głupie pytania. Dosyć mam nawet widoku siebie w lustrze. Wszystkiego mam dosyć. Depresja jakaś jak nic.

Jakby tak wsiąść w samochód i pojechać w Bieszczady? A właściwie to jeszcze inaczej. Jakby mi ktoś tak odstawił samochód w Bieszczady? Bo jeździć po Bieszczadach to ja chętnie, natomiast jechać przez całą Polskę w Bieszczady to już mniej. Niby nabudowali tych autostrad, a wcale się fajnie nie jeździ. Przynajmniej mnie.
Tak się zastanawiam, czy są wyjazdy objazdowe autokarem po Polsce. Wyjechałabym i już nie wróciła. No to by było coś, nie? Urwać się w połowie wycieczki. Tak gdzieś koło Cisnej najlepiej. Ale Kraków też dobry. Nie wiem, czy są wycieczki do Cisnej, ale do Krakowa to chyba są? Kraków dosyć popularny.

Druga rzecz jaka mi chodzi po głowie, to wyprowadzka. Ale na to to ja nie mam siły ani energii. Nie zlikwiduję tego mieszkania i nie kupię drugiego. Wyprowadzka na pół roku, no może na cztery miesiące, tak od maja do sierpnia, to by była lepsza opcja. Ludzie jeżdżą gdzieś na Mazury, kupują działki letniskowe i takie tam. Może ja też powinnam? Urywam się na parę miesięcy i płacę za kwatery. No ale z drugiej strony nie martwię się, co się dzieje z domem zimą, nie moja sprawa. A jakbym tak miała swój dom, to bym się musiała bać. Nie chcę się bać. Chyba poprzestanę na lecie w Bieszczadach w cudzym domu. O właśnie. Chałupę sobie wynajmę zamiast kwatery i będę prawie jak na swoim. To nie będzie takie złe. Miasto mi brzydnie latem. Nie jest fajne, nie jest przyjemne. Jest duszne, gorące i obrzydliwe. I tyle. A w sumie w Bieszczadach też mogę stawiać karty za ser, jajka i mleko. Ludzie tam prości, ale we wróżby wierzą. Wszędzie są ludzie, którzy wierzą we wróżby. Szczególnie te dobre. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz