sobota, 13 sierpnia 2016

Muzyka w drodze

Lato to dobry okres na wybranie się w plener. Jeżdżąc po Polsce widzę to wyraźnie. Pogoda w tym roku jest taka sobie, a jednak ludzie nie rezygnują z pikników na łonie natury. I nawet się zmądrzyli i przestali męczyć ludzi muzyką z telefonów.

Znaczy nie do końca tak. Muzyka nadal leci, oczywiście co chwila inna, ale przynajmniej jakość się znacznie poprawiła. W czym tkwi sekret? W przenośnych głośnikach. Najlepsze rozwiązania są zwykle najprostsze.
Na początku w ogóle nie wiedziałam, że to są głośniki. Jednak człowiek myśli stereotypowo. Głośnik w moim pojęciu to takie sześcienne pudełko z okrągłym z przodu. Zacofana jestem technologicznie aż wstyd. Okazało się, że głośnik wcale nie musi wyglądać jak pudełko, może wyglądać jak cokolwiek praktycznie (http://www.philips.pl/c-m-so/przenosne-odtwarzacze-audio/przenosne-glosniki-przewodowe/wszystkie). Może być tradycyjny czarny, może być kolorowy. Może być duży, może być mały. Najbardziej podobały mi się te ergonomiczne. Można iść i słuchać muzyki. Bardzo praktyczne, jeśli się idzie dużą grupą. I nie trzeba tego głośnika nosić na kiju, chociaż można. A bateryjne zasilanie wystarcza naprawdę na długo, nie trzeba mieć wózka z akumulatorem.

Generalnie nie lubię, jak ludzie katują mnie swoją muzyką, ale muszę przyznać, że doceniam postęp techniczny. Jeśli już muszę słuchać hip-hopu, którego naprawdę nie znoszę, albo tych wszystkich bitów, których jeszcze bardziej nie znoszę, to niech to przynajmniej ma jakąś jakość, a nie brzęczy jak uparta mucha. Co prawda smartfony i tablety mają coraz lepszy dźwięk i w ogóle są coraz fajniejsze, ale nie oszukujmy się, nadal mają głośniki niewiele większe niż główka od szpilki. Pewnie kiedyś dojdziemy i do tego, że taka wielkość wystarczy, by wiernie odtwarzać dźwięk, ale na razie lepiej wesprzeć się zewnętrznym głośnikiem. A głośnik na baterie to naprawdę dobre rozwiązanie. Brzmi jak bajka, a stało się rzeczywistością. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz