Ludzie
nabierają rozmachu na wiosnę. Powiem wam, że to całkiem fajne. Na
jesieni przychodzą z takim małymi smutnymi pytaniami, typu czy na
święta będą pieniądze, czy on mnie jeszcze kocha, czy ten
świszczypała córki, to aby porządny. Na wiosnę to co innego.
Wiosną
ludzie chcą zmian. Chcą czegoś nowego w swoim życiu. I to nowe to
niekoniecznie doniczka na kwiaty czy nowe zasłony. Czasem chcą od
razu nowego mieszkania albo nowego domu. Podróży też chcą. Z tymi
domami też różnie, bo jedni chcą do Warszawy, jakoś stolica ich
ciągnie, inni owszem, do stolicy, ale jakiejś cieplejszej. Madryt
jest w modzie, Lizbona też. Kiedyś, dawno temu, pytali o Paryż.
Ale po ostatnich wydarzeniach politycznych Paryż w ogóle nie jest w
modzie. Do Paryża to już nawet na wycieczki ludzie nie chcą
jeździć. Londyn też ostatnio jakoś mało popularny. W ogóle,
jeśli o Londyn chodzi, to sporo osób pyta, co dzieciom powiedzieć.
Czy mają zostawać czy wracać. Ten Brexit wszystko wywrócił do
góry nogami.
Ale do
mieszkań wróćmy. Albo do domów. Ludzie uparcie pytają, czy nowe
domy Warszawa są na ich kieszeń. Kurcze, liczyć nie umieją,
czy jak? Ja mam im policzyć? W sumie to wiem, o co pytają. Chcą
wiedzieć, czy dadzą radę kredyt spłacać przez najbliższe
dwadzieścia lat. Czasy niepewne, analitycy różnie mówią,
pozostaje udać się do wróżki.
Owszem,
widzę to w kartach, ale nigdy nie mówię jednoznacznie, czy będzie
dobrze, czy źle. Jak nie będzie dobrze, to odradzam zakup w tym
momencie. Mówię, że trzeba trochę poczekać na zmianę
koniunktury. Jak będzie dobrze, to mówię, że można kupić, ale
trzeba się liczyć z obciążeniem domowego budżetu i chwilowymi
trudnościami ze spłatą. Nawet jak nie widzę trudności, to mówię,
że będą. Ot, tak dla ostrzeżenia. Bo jak się ludziom powie, że
będzie dobrze, to myślą, że im wszystko samo przyjdzie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz