Znowu ta
brunetka z przeciwka do mnie przyszła. Lubię ją nawet, głównie
za to, że nie przychodzi zbyt często. Ale zapamiętałam ją, bo
jakaś taka wyciszona jest. Nigdy nie miele jęzorem jak większość,
siada na brzegu krzesła, cichutko siedzi, nie pyta co chwila o każdą
kartę, nie podskakuje na krześle, czeka aż skończę. Czasem o coś
zapyta, czasem nie. W zasadzie częściej nie. Zawsze ładnie
dziękuje i zostawia mi coś na komodzie w przedpokoju. Jakiś
prezent, niezbyt kosztowny ale elegancki. Wczoraj na przykład
zostawiła mi filiżankę porcelanową. Japońską, żeby ktoś
czasem nie pomyślał, że chińską. Podejrzewam, że ona ma w
sobie błękitną krew. Brunetka nie filiżanka. Taki dostojny spokój
z niej bije, prawdziwa dama.
A
przyszła zapytać co ma zrobić z Wielkanocą, bo chciałaby gdzieś
wyjechać, ale to musi być jakieś wyjątkowe miejsce, bo do
teściowej nie chce. W domu zostać też nie chce, bo będzie musiała
teściową zaprosić. A z teściową jej nie po drodze. Potrzebuje
wyjechać z mężem w jakieś miejsce dla dwojga, tak żeby teściowej
nie wypadało się wprosić.
No i mi
zabiła klina, bo przecież nie namówię kart, żeby coś nakłamały.
Nie umiem nawet. Kłamać też nie umiem, w mojej twarzy można
czytać tak jak ja czytam w kartach. Ta kobieta na pewno by umiała.
Podejrzewam, że ona i w kartach by dała radę czytać. Czasem mnie
korci, żeby zapytać, ale trochę się boję. Ona jest taka...
czasem mam wrażenie, że mi w myślach czyta, dlatego zawsze uważnie
stawiam przy niej karty. I nigdy nie kombinuję. Przy innych to
czasem coś przemilczę, przy niej nigdy.
A z tym
jej wyjazdem to ciekawa historia, bo w kartach mi zaczął zamek
wychodzić, elegancki, trochę staroświecki, ale luksusowo
wyposażony. Dosyć komfortowy. Nie wiedziałam co to znaczy, ale
powiedziałam jej, że powinna takiego miejsca szukać. No i chyba
znalazła bo dziś dostałam od niej maila.
Znalazłam
wymarzone miejsce, dziękuję za wróżbę.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz